Z okazji osiągnięcia progu 1000 postów na mojej stronie na Facebooku, wybrałem 100 swoich ulubionych zdjęć. Każde z nich to osobna historia, osobny trud włożony w jego wykonanie, ale również wielka radość z przebywania w pięknym miejscu i wdzięczność płynąca z możliwości realizowania pasji.
Dziękuję wszystkim, którzy jakkolwiek tę pasję wspierają. To dzięki Wam ma ona jeszcze większy sens.
Miłego oglądania :)

Jeśli musiałbym wybrać jedno jedyne swoje ulubione zdjęcie, byłby to ten kadr. Niech zatem idzie w tym zestawieniu jako pierwszy. Zdjęcie wykonane w pasmie górskim Kerlingarfjöll na Islandii. W miejscu, które wygląda totalnie jak z innej planety i chyba w jakimś stopniu udało się ten niesamowity klimat tutaj oddać.

A teraz zdjęcie, od którego tak naprawdę wszystko się zaczęło. Był rok 2013, robiłem znajomym plener ślubny na Hali Gąsienicowej. Kiedy wracaliśmy, odwróciłem się i zobaczyłem ten widok. Kościelec oświetlony promieniami zachodzącego powoli słońca.

Traktuję to zdjęcie jako pierwsze udane zdjęcie krajobrazowe, jakie kiedykolwiek zrobiłem. Niedługo potem wygrało nawet pewien konkurs. To był chyba moment, w którym uwierzyłem w siebie i stwierdziłem, że chciałbym się w tej fotografii jakoś rozwijać.

Przez kolejne lata zrobiłem mnóstwo zdjęć, lepszych i gorszych. Ten Kościelec zostanie jednak ze mną na zawsze, to on dał chyba podwaliny pod wszystko to, co próbowałem robić później.

"Drzewo Życia", czyli kolejny bardzo ważny dla mnie kadr, z którego jestem naprawdę dumny.
Przedstawia mchy porastające dziki islandzki interior, które stworzyły niesamowity kształt drzewa zasilanego przez pobliską rzekę lodowcową. Natura w najpiękniejszej postaci. Do wykonania tego zdjęcia potrzebne mi były dwa podejścia. Gdy za pierwszym razem pojechałem w to dość trudno dostępne miejsce, nie udało się uzyskać efektu, jaki chciałem. Wróciłem więc po dwóch miesiącach, tym razem trafiając na odpowiednie warunki. 
Uwielbiam to zdjęcie, bo wiem w jak niesamowitym miejscu powstało i ile kosztowało mnie jego wykonanie. A tych kilkunastu godzin, które spędziłem wtedy w interiorze zupełnie sam, nie zapomnę pewnie do końca życia.

Droga Gladiatora, Toskania.

Przepiękne poranne warunki w przepięknym miejscu. Dołóżcie do tego motyw muzyczny z "Gladiatora" i wyobraźcie sobie ten klimat...

"Tańcząca fala".

Zdjęcie wykonane na słynnej czarnej plaży Reynisfjara na Islandii. Dość długo polowałem tego dnia na ciekawe ujęcie z olbrzymimi falami rozbijającymi się o bazaltowe skały, ale chyba było warto.

Wracamy w Tatry. Mnich w złotym świetle wschodzącego słońca.

Zdjęcie wykonane na Morawach Południowych. Zielone fale muśnięte ostatnimi promieniami słońca.

Skogafoss, Islandia. Zdjęcie z mojego pierwszego (z dotychczasowych 12-stu) pobytu na wyspie. Pozujący w żółtej kurtce teść i ściana wody. Bardzo lubię minimalizm, a zarazem potęgę natury bijąca z tego ujęcia.

A to z kolei zdjęcie z mojego pierwszej i jak do tej pory niestety jedynej wizyty w Dolomitach. Absolutnie przepiękny płaskowyż Alpe di Siusi tuż po zachodzie słońca. Sami zobaczcie co działo się na niebie.

Jak już jesteśmy przy niesamowitych zjawiskach na niebie, to zamieszczę to zdjęcie z całkowitego zaćmienia Księżyca we wrześniu 2025 r.

Jest taka kraina, która wygląda jak wyjęta spod pędzla malarza. To czeskie Morawy Południowe - region, w którym absolutnie kocham przebywać. Na zdjęciu malownicza aleja kasztanowa w wieczornym świetle.

Czas na trochę abstrakcji. Islandzkie rzeki widziane z powietrza to jeden wielki plac zabaw dla fotografa. Oto mój chyba ulubiony kadr z wielu, jakie zrobiłem. Musicie uwierzyć na słowo, że tak to wygląda naprawdę.

Zielona pocztówka z Toskanii...

Zorza polarna nad polskim (!) niebem. I jedna z bardziej zwariowanych akcji fotograficznych w moim życiu. Prognozy jasno wskazywały, że po zapadnięciu zmroku czeka nas najprawdopodobniej niezły spektakl na niebie. Problem polegał na tym, że praktycznie nad całą Polską to niebo pokryte było chmurami. Aby wykonać to zdjęcie, musiałem dotrzeć z Łodzi aż pod granicę z Niemcami.

Przejechałem w obie strony kilkaset kilometrów, wydałem kasę na autostrady, mandat za przekroczenie prędkości, zarwałem totalnie noc...ale BYŁO WARTO!

Jeśli ktoś kazałby mi wybrać jedno ulubione miejsce na Ziemi, byłoby to właśnie to. Półwysep Stokksnes na Islandii to miejsce, które oszałamia pięknem i daje niezwykłe poczucie wolności. To również raj dla fotografów, na który składają się będące kopalnią kadrów wydmy, ocean i niesamowity masyw górski Vestrahorn.

A to już rodzime meandry rzeki Wieprz, jedno z moich ulubionych ujęć dronowych.

Czas na powrót w Tatry. Jesienna, niezwykle klimatyczna Hala Gąsienicowa.

Z jesieni przechodzimy w...wiosnę. W głębi Słowacji znajduje się niewielka miejscowość Hriňová. Otoczona jest wzgórzami, które na kilka dni w roku mienią się setkami białych drzewek. Cała okolica wygląda po prostu baśniowo!

Czas na najbardziej odjechaną fotograficzną przygodę w moim życiu. Przygodę, która wymaga trochę dłuższego opisu...
Sfotografowanie wybuchającego wulkanu od dawna było moim wielkim marzeniem. Gdy więc 10 lipca doszło do erupcji na islandzkim półwyspie Reykjanes, tego samego dnia kupiłem bilety lotnicze. Niestety, kiedy doleciałem na wyspę, obszar erupcji był zamknięty ze względów bezpieczeństwa. Otworzono go w przeddzień mojego odlotu, jednak dopuszczono ludzi w miejsce mocno oddalone od wulkanu, nie pozwalające na wykonanie sensownych zdjęć. Opuszczałem Islandię z olbrzymim poczuciem niedosytu.
Był to niedosyt, który ogarnął mnie totalnie i najzwyczajniej w świecie męczył. Dzięki przychylności bliskich podjąłem decyzję, by po kilkunastu dniach wrócić na wyspę i podejść do wulkanu z zupełnie innej strony (już oficjalnie otwartej). Nigdy w życiu nie byłem do niczego tak zdeterminowany.
Aby wykonać te zdjęcia, poleciałem na Islandię dwukrotnie w ciągu kilkunastu dni. Przeszedłem łącznie ok. 50 km obładowany ciężkim plecakiem, statywem, dwoma aparatami na szyi, wylałem litry potu, swoje wystałem na wietrze. Nie piszę tego, by się chwalić, bo moi koledzy fotografowie nie takie rzeczy robią. Piszę, aby Wam uświadomić ile wysiłku kryje się niekiedy za zdjęciem krajobrazowym...
Spędziłem kilka godzin nocą przy wulkanie w totalnej samotności, słuchając jedynie dźwięków wyrzucanej lawy. Pod kątem podróżniczym było to najbardziej niezwykłe doświadczenie w moim życiu.

"Morawskie tsunami", czyli imponująca zielona fala z kwitnącymi mirabelkami u jej podnóża.

Czas na autoportret :) Wykonany pod, a w zasadzie za islandzkim wodospadem Kvernufoss.

A to chyba moje najciekawsze ujęcie z zorzą polarną z Islandii. Bardzo chciałem sfotografować ją nad szczytem Kirkjufell, będącym jednym z symboli wyspy. Tej marcowej nocy to się udało.

Wielki Piątek 2026 i wschód Księżyca nad Archikolegiatą NMP i św. Aleksego w Tumie. Chciałem połączyć wschodzący Księżyc w pełni z symboliką tego dnia. Było trochę kombinowania, logistyki, przeganiania chmur...ale udało się wykonać kadr, z którego jestem naprawdę zadowolony.

A to zdjęcie można powiedzieć "historyczne". Słynna sosna na Sokolicy w Pieninach, która niestety uległa zniszczeniu. Cieszę się, że udało ją się sfotografować w tak ciekawych warunkach.

Zostańmy na Sokolicy. Przepiękne lasery świetlne uchwycone podczas schodzenia ze szczytu.

Jedno z moich ulubionych minimalistycznych zdjęć. Czarny kościół Búðakirkja na Islandii.

To dla odmiany trochę kolorów i jesienne serce widziane z drona.

Najprawdopodobniej mój ulubiony widok w Polsce. Zamek w Czorsztynie, Jezioro Czorsztyńskie i Tatry, wszystko skąpane w kolorach jesieni i złotym świetle zachodzącego słońca.

Kraina wulkanów, Islandia. Kolejne dronowe ujęcie, które bardzo chciałem mieć w swojej kolekcji. I mam!

Morawskie pola i kwitnący migdałowiec, oznaczający nadejście wiosny. To zdjęcie zrobiłem po kilku godzinach nocnej podróży i był to pierwszy widok, jaki zobaczyłem w tym roku na Morawach. Czekałem na niego od wielu miesięcy...

Trzeba jednak przyznać, że tegoroczna zima była bardzo ciekawa pod kątem fotograficznym, na co jednym z dowodów może być to zdjęcie. Przedstawia zamarznięte fragmenty Zatoki Gdańskiej i torpedownię w Babich Dołach. Cały krajobraz w połączeniu z pochmurną pogodą i totalną ciszą dookoła tworzył genialny klimat...

Kolejne zdjęcie zorzy polarnej nad polskim niebem, tym razem wykonane w sierpniu 2024 roku. Fioletowe filary dały wtedy niezłe show!

Wiosenne fale Roztocza.

A to wykonane najbliżej mojego miejsca zamieszkania zdjęcie w całym zestawieniu. Rodzinny spacer zaowocował niespodzianką w postaci spotkania z bocianem, który w dodatku pięknie zapozował w świetle zachodzącego słońca.

Ambonka wśród morawskich fal.

Wracamy na Islandię, nad jeden z najciekawszych wodospadów na wyspie. Brúarárfoss słynie z niesamowitego koloru wody, tu w połączeniu z pięknym zachodem słońca.

Jesień pod Tatrami ma wiele pięknych twarzy. Jedną z nich jest to drzewko nieopodal słowackiej wsi Osturnia, które co roku przyciąga fotografów. Cieszę się, że i mnie udało się uchwycić je w czerwieni.

Zdjęcie wykonane tej samej nocy co zamieszczone nieco powyżej zdjęcie sierpniowej zorzy polarnej w Polsce. Przedstawia jednak nie samą zorzę, ale SAR, czyli tzw. Stabilny Łuk Zorzy, będący oznaką transferu energii cieplnej do górnej warstwy atmosfery. Tu dodatkowo z piękną Drogą Mleczną.

Kolejne zdjęcie z islandzkiego półwyspu Stokksnes, który określiłem powyżej jako moje ulubione miejsce na Ziemi. Podmokły teren oferuje możliwość uchwycenia tak pięknego lustrzanego odbicia masywu górskiego...

Las. Zdjęcie, które bardzo lubię za niezwykłą prostotę i grę światła.

Polska Prowansja, czyli Oaza Lawendy w województwie świętokrzyskim.

"Lady in red" to projekt, jaki od kilku lat realizujemy z żoną, zabierając w ciekawe miejsca czerwoną suknię i wykonując je w podobnej formie. Jeśli miałbym wybrać swoje ulubione z całej serii, byłby to pewnie ten kadr z islandzką laguną lodowcową Jökulsárlón. 

To, co widać na tym zdjęciu, to błękit lodu i czerwień sukni. To, czego nie widać, to silny wiatr i przenikliwe zimno. Mimo całej surowości, jest w tym zdjęciu spokój płynący z obcowania z naturą. Jest piękno. I jest siła.

Droga do Tatr. Jeden z najpiękniejszych widokowo odcinków w Polsce w jesiennym wydaniu.

Jedyne zdjęcie z miasta w tym zestawieniu. Zimowy Gdańsk o niebieskiej godzinie zachwycił mnie jednak swoim magicznym klimatem.

Wiosenne pola w rejonie wsi Sułoszowa i jedno drzewo...czasami mniej znaczy więcej :)

"Kiedy ranne wstają zorze", czyli mglisty poranek w podtatrzańskim Dursztynie.

.

Kościelec i fragment schroniska Murowaniec, Tatry.

Zachód słońca z ikonicznym widokiem na Santa Maddalena w Dolomitach.

"Żyły Ziemi", czyli islandzka rzeka widziana z drona. Tak, to nie żadne AI, ale rzeczywisty widok.

"Bliźniaki". Dwa kwitnące drzewka ukryte wśród morawskich pól. Kadr, który zachwyca mnie swoją prostotą i czystością.

Jesienna droga. Miejsce, które odkryłem totalnym przypadkiem...

Lasery świetlne przebijające się przez mgły to jeden z moich ulubionych motywów fotograficznych. Tego poranka pod Tatrami dały przepiękny spektakl.

Wodospad Seljanadsfoss na Islandii znany jest z tego, że można go oglądać...od tyłu. Za wodospadem poprowadzona jest ścieżka. W okresie letnim umożliwia ona oglądanie z tej perspektywy zachodu słońca, potrafiącego podświetlić na złoto opadającą wodę.

Wiosenne kontrasty pod Tatrami, widok ze szczytu Grandeus.

"Rzepakowa oaza". Widok jak wygenerowany przez AI, ale istnieje naprawdę...na polskim Kociewiu. Kępka drzew zatopionych w wielkim polu rzepaku wygląda spektakularnie. Cieszę się, że poprzedniej wiosny udało się wykonać to zdjęcie.

Islandia ma setki niesamowitych atrakcji. Dla mnie jednak największą atrakcją na wyspie jest...droga. Droga, która często jest ważniejsza niż sam cel. Po islandzkich drogach mogę jeździć bez końca, podziwiając zmieniający się co chwilę krajobraz i chłonąc te dzikie przestrzenie. To zdjęcie dobrze oddaje klimat tego podróżowania...

Tatrzańskie kolosy rozpalone zachodem słońca.

Rozległe pole maków w województwie świętokrzyskim. 

Morawy w wiosennym rozkwicie. Pasy białych drzewek (niektórym przypominające stojące w szeregu panny młode) o wschodzie słońca.

Kolejne zdjęcie, które przez swoją abstrakcyjność wielu przypominać może bardziej obraz niż fotografię. Przedstawia jednak rzeczywisty widok z powietrza na uchodzącą do oceanu islandzką rzekę.

Jeden z najpiękniejszych widoków w Tatrach, czyli Hala Gąsienicowa podczas kwitnienia wierzbówki kiprzycy.

Zamek w Niedzicy i tafla Jeziora Czorsztyńskiego o poranku. Lubię to zdjęcie za bajkowy klimat, jaki udało się uzyskać dzięki miękkiemu światłu...

A to kolejne zdjęcie z Dolomitów, tym razem piękne jezioro Lago di Braies.

Interior (wnętrze) Islandii w wielu miejscach wygląda jak inna planeta. Jednym z nich są tęczowe góry Landmannalaugar, mieniące się szeroką paletą ciepłych barw. W 2024 roku miałem okazję odbyć tam samotny trekking, niesamowite przeżycie.

Uwielbiam sezon burzowy pod kątem fotograficznym. Czuję, że nadal nie dane mi było w pełni wykorzystać potencjału takich warunków, mało miałem ku temu okazji. Ale tego popołudnia nadciągająca nawałnica na tle wiatraków prezentowała się genialnie!

Sielskie wiosenne popołudnie z widokiem na owieczki, zamek w Czorsztynie i Tatry. Jeden z moich ulubionych widoków w Polsce.

To zdjęcie nie zostało wykonane na Islandii czy w dalekiej Arktyce, ale...w Polsce! Tak niesamowite kadry można było wykonać minionej zimy nad Zatoką Gdańską.

Magia poranka w pełnym wydaniu. Łanie chyba też na chwilę przystanęły, aby podziwiać ten spektakl...

Wodospad Dettifoss, Islandia. Miejsce, w którym określenie "potęga natury" nabiera szczególnego wymiaru...

"Kolory Ziemi" - niezwykłe barwy uchwycone w jednej z islandzkich dolin.

Zachód słońca nad Giewontem, widok z Kasprowego Wierchu.

Uwielbiam minimalizm w fotografii, na tego typu zdjęcie polowałem dość długo. Tej zimy jeżdżąc trochę "w ciemno" w pochmurny dzień wypatrzyłem to samotne drzewo...

Były "Kolory Ziemi", to teraz "oczy Ziemi". Niezwykły krajobraz islandzkiego interioru.

Mglisty poranek w Pieninach.

Są miejsca, w których czas płynie swoim tempem...Stary młyn w Kunkovicach i jedno z moich ulubionych zdjęć z Moraw.

To z kolei jeden z moich ulubionych kadrów z Tatr. Majestatyczny Krywań w świetle zachodzącego słońca widziany z Kasprowego Wierchu.

Uwielbiam motyw drogi, nie mogłem odmówić sobie wykorzystania go również tego popołudnia w Toskanii. Sami zobaczcie co za światło...

Skogafoss, Islandia. Tym razem w czerni i bieli.

Stadko saren na Ponidziu.

"Dwa światy". Piękna mieszanka chłodnych i ciepłych barw uchwycona pewnego jesiennego poranka pod Tatrami.

Magiczny moment nad laguną lodowcową Jökulsárlón, Islandia. 

W świecie miniatur ;) Traktor na polach Ponidzia.

Wiosenny poranek na Polanie Chochołowskiej, Tatry.

Krajobraz oblany złotem...Piękne poranne światło pod Tatrami.

W zaczarowanej krainie...

Czasem widzisz przed sobą krajobraz, który chwyta za serce swoją czystością, pięknem i czymś, co pozwala choć przez chwilę poczuć się jak w bajce. Tak było tego poranka, kiedy ujrzałem ukryte wśród winnic i zielonych pól domki, jak żywo wyjęte z opowieści o krasnoludkach 🙂

Zachód słońca w islandzkim interiorze.

Droga do Morskiego Oka, Tatry.

Poranne mgły raz jeszcze...

Islandzka droga. Zobaczcie jak podświetlone słońcem rude trawy pięknie kontrastują z ośnieżonymi szczytami.

Zielona fala, Morawy Południowe.

Wschód słońca w Alpe di Siusi, Dolomity. Jeden z piękniejszych poranków, jakie miałem okazję przeżyć.

Owce to jeden z symboli Islandii, na całej wyspie żyje ich ponad 2x więcej niż ludzi. Udało mi się sfotografować je w polach łubinu, który w czerwcu maluje krajobraz na fioletowo.

Złota polska jesień.

Zdjęcie dla mnie szczególne. Tego wieczoru spontanicznie wsadziłem mojego 3-letniego wówczas synka w samochód i pojechałem na pobliskie pole. Udało mi się nawet zbajerować go na tyle, żeby zechciał zaczekać we wskazanym punkcie aż tata przybiegnie od statywu i zapozować możliwie bez ruchu do zdjęcia. Było warto :)

Wyszukiwanie ciekawych kształtów z drona zawsze sprawia mi dużo frajdy. Tu w rejonie zbiornika wodnego Jeziorsko udało się złapać...rybę!

Chyba nigdy nie wyjdę z podziwu nad ukształtowaniem terenu i genialną plastyką pól na Morawach. Tego poranka mój zachwyt pogłębiła dodatkowo ta wysepka, do złudzenia przypominająca kajak sunący z nurtem rwącej górskiej rzeki. Tak niezwykłe obrazy potrafi stworzyć natura...

Zanim wstanie dzień...kolory świtu i tańczące w dolinach mgły.

Laguna lodowcowa na Islandii mocno przypominająca kształtem...Polskę. Zdjęcie jest w 100% prawdziwe (bo wiele osób poddawało już to w wątpliwość), laguna wypełniona jest bryłami lodu oderwanymi od widocznego na dalszym planie czoła lodowca.

Fotografia odgrywa ważną rolę w moim życiu, ale na pierwszym miejscu zawsze byli, są i będą oni. Oby jak najwięcej podobnych zdjęć w kolejnych latach :)


Dzięki za uwagę jeśli ktoś przebrnął przez całość!

Back to Top